książka o Indiach

Zakochani w Indiach

Gdybym przeczytała tę książkę kilkanaście lat temu, przed moim pierwszym wyjazdem do Indii i przed przeczytaniem wielu znakomitych pozycji na ten temat, może potrafiłabym napisać o niej dużo pozytywów. Ale tu i teraz znajduję ich już bardzo mało.

Ona (Joanna Grzymkowska-Podolak) – dziennikarka i realizatorka programów telewizyjnych, on (Jarosław Podolak) – operator obrazu. Prywatnie – małżeństwo. Wspólnie ruszają w 4-miesięczną podróż przez Indie, którą ona opisuje i fotografuje, a on głównie filmuje (za dźwiganie ciężkiej kamery przez kilka miesięcy niewątpliwie należą się słowa uznania). Jest to podróż, o której myśleli od miesięcy, a czasami robią wrażenie, jakby spadli z księżyca prosto do Indii. Nie mają planu, co samo w sobie nie jest złe, przeciwnie, może być zaletą. Ale brak wiedzy, żeby nie powiedzieć naiwność, już mniej mi się podoba. Od dziennikarki oczekuję, że pojedzie poznawać świat bardziej zapoznana z tematem.

Od Mumbaju do Mumbaju

Przygoda zaczyna się i kończy w Mumbaju (lub, jak kto woli, w Bombaju). W międzyczasie na mapie podróży pojawia się Goa, Hampi, Kerala, Tamilnadu, Majsur, Kalkuta, Dardżyling, Sikkim, Boghgaja, Waranasi, Agra, Amritsar, Czandigarh, Radżastan, Aurangabad oraz Adżanta i Elura. Każde z tych miejsc niewątpliwie warto odwiedzić, ale nie jest to lista, która się czymkolwiek wyróżnia. Para niestety nie zbacza z popularnych szlaków turystycznych. Brakuje tu miejsc, których nie ma w przewodnikach, albo przynajmniej takich, do których turyści rzadko docierają. Po turystce-dziennikarce spodziewałam się czegoś więcej.

Czerwona sukienka

Skoro miejsca nie zaskakują, wypatruję w zamian ciekawych, pogłębionych opisów rzeczywistości. Niestety, czeka mnie kolejne rozczarowanie. Ta książka trochę przypomina prasę kobiecą – jest lekka i powierzchowna. Z dużym zainteresowaniem przeczytałam tylko jeden fragment – opisujący kilkudniowy wolontariat pary w kalkuckim hospicjum. Poza krótką relacją z przydzielonych obowiązków (pranie, roznoszenie wody, masaże olejkiem kokosowym), jest kilka zdań, które pozostają w pamięci na dłużej. To opis pacjentki – kobiety w czerwonej sukience, którą prawdopodobnie próbowała zabić rodzina męża. Ma spaloną twarz, puste oczodoły… Autorka rozprawia się też z popularnym wyobrażeniem Kalkuty, ale brakuje jej odwagi by wyrazić swoją opinię o Matce Teresie – jedynie sygnalizuje kontrowersje, które towarzyszyły jej działalności i szybko się wycofuje z niebezpiecznej strefy. Ma być lekko i przyjemnie.

Czy warto przeczytać?

W książce jest więcej zapisów małżeńskich dialogów niż dziennikarskiej roboty. Nie zachwyciła mnie też jej literacka strona. Choć para robi sympatyczne wrażenie i pewnie oboje byliby niezłymi kompanami na wyjeździe, próba przeniesienia ich poczucia humoru na papier nie wypadła dobrze. Dialogi i żarty bardziej irytują niż śmieszą. Drażnią też liczne banały, jak ten: “w podróży zawsze trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem i starać się unikać niebezpiecznych czy nawet nieprzyjemnych sytuacji”.
Czy zatem warto sięgnąć po tę książkę? Mogłabym ją polecić jedynie osobom, które jeszcze w Indiach nie były. Ci, którzy złapali bakcyla i wpadają tam częściej, zapewne będą rozczarowani.

[Joanna Grzymkowska-Podolak, Zakochani w świecie. Indie. Wydawnictwo Helion, 2015]

2 myśli na temat “Zakochani w Indiach

Dodaj komentarz