Planujesz wyjazd w 2027 r. i liczysz na bilet Ryanaira za kilkanaście euro? Szef linii Michael O'Leary zapowiada dwucyfrowe podwyżki, czyli co najmniej 10 proc., a niewykluczone, że nawet 20 proc. Przy dzisiejszej średniej 40–45 euro bilet podskoczy do 44–49,50 euro, a w czarnym scenariuszu do 54 euro.
Ile zapłacisz za bilet Ryanaira w 2027 r.?
Dwucyfrowy wzrost oznacza, że cena idzie w górę o 10 proc. lub więcej. Jeśli dziś za przeciętny lot w siatce Ryanaira płaci się 40–45 euro, to po podwyżce o 10 proc. ten sam bilet kosztuje 44–49,50 euro. Przy 20 proc. robi się z tego 48–54 euro, i to jeszcze bez żadnych dodatków.
O'Leary przyznaje, że nie ma pewności, czy podwyżki dojdą aż do 20 proc. Jest za to przekonany, że w 2027 r. drożej będzie u wszystkich przewoźników w Europie, nie tylko u niego. Dla podróżnych oznacza to, że loty za kilkanaście euro staną się rzadkością, a nie normą.
Na dodatkach linia zarobi jeszcze więcej
Sama cena biletu to tylko część rachunku. Już dziś usługi dodatkowe dają ponad 30 proc. przychodów irlandzkiej linii, a przy droższym paliwie przewoźnik będzie chciał wycisnąć z nich jeszcze większą marżę. Przed rezerwacją warto więc doliczyć trzy pozycje:
- Wybór miejsca – płatny, gdy zależy ci na tym, żeby siedzieć obok rodziny lub partnera.
- Pierwszeństwo wejścia na pokład – kolejna opłata, która podbija cenę krótkiego lotu.
- Bagaż podręczny – opłaty za niego to jedno z głównych źródeł dodatkowych przychodów linii, więc warto sprawdzić je przed zakupem.
Porównując loty, trzeba więc patrzeć na cenę końcową z dodatkami, których naprawdę potrzebujesz, a nie na kwotę z pierwszego ekranu wyszukiwarki. Bilet za 44 euro z płatnym bagażem i miejscem łatwo przestaje być tani.
Skąd wzięły się te podwyżki?
Głównym winowajcą jest paliwo. Działania militarne wokół Zatoki Perskiej sparaliżowały żeglugę przez Cieśninę Ormuz i ograniczyły dopływ produktów rafinowanych na zachodnie rynki. Linie lotnicze walczą teraz o naftę lotniczą Jet A-1 z innych kierunków, a Ryanair szacuje, że w krótkim terminie zapłaci za paliwo o 2 mld euro więcej.
Przewoźnik zabezpieczył kontraktami terminowymi 80 proc. zapotrzebowania, co w branży uchodzi za bardzo ostrożną strategię. Pozostałe 20 proc. musi jednak kupować po bieżących cenach rynkowych i to wystarczyło, by wydatki na paliwo skoczyły o 15 proc. Zarząd zakłada, że presja potrwa przez większość 2027 r., chyba że kryzys szybko zostanie zażegnany dyplomatycznie.
Widać to w wynikach: w pierwszym półroczu roku obrotowego, zakończonym we wrześniu, zysk brutto spadł o 16 proc., do 2,4 mld euro. Linia spowalnia rekrutację, rozważa zamrożenie płac po wygaśnięciu układów zbiorowych w kwietniu 2027 r. i chce mocniej postawić na sztuczną inteligencję w administracji i obsłudze klienta. Związek zawodowy Unite twierdzi, że nie dostał żadnych oficjalnych propozycji, a zamrożenie płac grozi odnowieniem sporów z załogami w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech i Belgii.
Mniej lotów to mniej tanich miejsc
Drugi powód droższych biletów to mniejsza liczba foteli. Ryanair już okroił zimowy rozkład i zapowiada kolejne cięcia w najbliższych miesiącach. Do tego dochodzą opóźnienia w dostawach Boeingów 737 MAX, na których bazuje flota przewoźnika.
O'Leary uważa, że ograniczenia przeciągną się na lato 2027 r., a podaż miejsc na krótkich trasach w Europie pozostanie ograniczona aż do początku lat 30. Planując przyszłoroczne wakacje, trzeba więc brać pod uwagę, że foteli na krótkich trasach będzie mniej, a ceny wyższe.