Rezerwujesz na zimę wyjazd na zorzę do Tromsø albo myślisz o Lofotach? Licz się z tym, że od stycznia 2027 r. gmina może doliczyć do każdego noclegu 3 proc. podatku. To samo dotyczy okolic fiordu Geiranger, a w kolejce po zgodę stoją już następne norweskie gminy.
Ile wyniesie dopłata za nocleg
Nowa opłata jest procentem od ceny noclegu, a nie stałą kwotą w koronach. Im droższy pokój i im więcej nocy, tym więcej trzeba dopłacić. Skromny apartament obciąży budżet słabiej niż hotel w samym centrum.
Dopłatę najprościej policzyć przed rezerwacją: cenę całego pobytu mnożę przez 0,03. Wynik to kwota, którą gmina może doliczyć do rachunku. Przy wyjeździe na zorzę ma to znaczenie, bo zwykle rezerwuje się kilka nocy z zapasem na pochmurne niebo, a podatek rośnie z każdą kolejną dobą.
Przy pobytach zaczynających się w styczniu 2027 r. lub później warto zapytać obiekt wprost, czy cena w ofercie uwzględnia już nową opłatę. Pozwala to uniknąć zaskoczenia przy wymeldowaniu.
Gdzie podatek pojawi się najpierw
Rząd Norwegii dał zgodę trzem gminom. To pierwsze samorządy, które skorzystają z nowych przepisów, a każdy z nich co roku przyjmuje setki tysięcy turystów.
- Tromsø – nazywane turystyczną stolicą północnej Norwegii. Zimą przyjeżdża się tu na zorzę polarną, latem na obserwację wielorybów. W 2025 r. miasto odnotowało ponad 1,3 mln noclegów turystycznych.
- Vågan na Lofotach – podatek obejmie tę gminę, czyli część archipelagu, a nie całe Lofoty. Wyspy słyną z gór wyrastających prosto z morza, plaż i rybackich osad. Mieszka tu mniej niż 25 tys. osób, a w 2025 r. przyjechało ponad 800 tys. turystów.
- Stranda – gmina, na której terenie leży fiord Geiranger z listy światowego dziedzictwa UNESCO, otoczony górami i wodospadami. W 2025 r. odwiedziło go ponad 900 tys. osób, z czego ponad 400 tys. przypłynęło statkami wycieczkowymi.
Dlaczego turysta ma dokładać się do gminy?
Norweskie miejscowości turystyczne od lat skarżą się na koszty, które przynosi sezon. Drogi i parkingi są zapchane, publicznych toalet brakuje, a służby komunalne nie nadążają z wywozem śmieci i utrzymaniem wodociągów. Rachunek za to płacą głównie samorządy i mieszkańcy, choć dużą część obciążenia generują przyjezdni.
Pieniądze z podatku mają iść na utrzymanie i rozbudowę infrastruktury, z której korzystają turyści. W praktyce chodzi więc o te same parkingi, drogi i toalety, które w szczycie sezonu bywają przepełnione.
Najtrudniej jest w Tromsø. Popularność miasta podniosła jego wydatki, ale nie przyniosła podobnego wzrostu wpływów. Deficyt sięga niemal 300 mln koron, czyli około 120 mln zł, a pod koniec sierpnia gmina trafiła pod państwowy nadzór finansowy.
Kolejne gminy już czekają na zgodę
Trzy pierwsze gminy to dopiero początek. Według PAP o zgodę na wprowadzenie takiej samej opłaty wystąpiły już następne norweskie samorządy, więc lista miejsc z podatkiem od noclegów będzie się wydłużać.
Planując wyjazd do Norwegii na 2027 r., warto więc przy każdej rezerwacji, nie tylko w Tromsø, na Lofotach czy przy Geirangerze, sprawdzić, czy gmina nie dolicza już 3 proc. do ceny pokoju. Przy dłuższym pobycie w droższym hotelu ta różnica jest odczuwalna w budżecie wyjazdu.